Odebrać nadzieję...
Ostatni tydzień był dla mnie koszmarny. Awaria komputerów, którą usuwano przez tydzień naraziła mnie na bardzo poważne straty finansowe (dla mnie ponad 30 tysięcy złotych w ciągu tygodnia to pokaźna suma). Ale tak naprawdę nie rzecz w pieniądzach. Są drobiazgi, dzięki którym łatwiej byłoby mi odzyskać siłę do walki z poważnymi problemami. Drobiazgi, które przyniosłyby mi radość i trochę optymizmu w tym trudnym czasie. Gdybym nie musiał zmagać się teraz z tymi problemami, mógłbym te drobiazgi załatwić bez trudu samemu. Ale niestety teraz nie mogę tego zrobić samemu.
Po raz kolejny zawiodłem się na człowieku, który twierdził że mu na mnie zależy. Nie sądziłem, że można być tak obłudnym i pokrętnym. Kiedy dzisiaj opowiedziałem mu o swoim banalnym problemie z załatwieniem pewnej rzeczy stwierdził, że mogłem mu o tym powiedzieć i że następnym razem pomoże. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy wyartykułowałem swoją prośbę, nagle zaczął piętrzyć problemy, które wyraźnie wskazywały na to, że nie chce pomóc.
Przyjaciół nie zostawia się w biedzie. Nawet jeśli zrealizowanie czegoś jest trudne można przecież coś doradzić czy zaproponować inne rozwiązanie. Ale niestety mój rzekomy „przyjaciel” wolał się ode mnie odwrócić, niż spróbować znaleźć jakiś sposób czy podpowiedzieć inną metodę. Nie było dla niego ważne to, że będę cierpiał. Nie pomyślał o tym, że swoim egoistycznym postępowaniem sprawi mi przykrość.
Pewnie jestem jakiś dziwny, ale ja nigdy nie odmawiam przyjaciołom. Problemy moich przyjaciół są moimi problemami i zawsze staram się zaradzić ich smutkom. Nawet jeśli sam nie umiem, czy nie mogę czegoś zmienić, podejmuję wszelkie wysiłki, żeby im pomóc. Nie ma nic gorszego niż zostawić kogoś z jego zmartwieniami, choćbym uważał że nie ma się czym martwić. Może być przecież tak, że to drobiazg, który przechylił czarę goryczy. A to przecież oznacza, że urasta on do rangi poważnego problemu.
Załamałem się zupełnie. Wszystko w co wierzyłem straciło sens. Cóż! Chyba czas na mnie, skoro nic dla nikogo nie znaczę. Po co mam żyć w złym towarzystwie? Nie mam ochoty być chłopcem do bicia, który jest tylko potrzebny jak sam ma coś dać. Wszystko we mnie pękło. Może kiedy mnie zabraknie, to owi rzekomi przyjaciele obudzą się i przestaną krzywdzić innych swoim egoizmem? W każdym razie dla mnie miejsca już tutaj nie ma.



4 Comments:
Współczuję takiego przyjaciela. Trzeba nie miec serca i najpierw mowic jedno a potem drugie. Ale nwet jesli nie chcial mogl cie troche pocieszyc... Nie lam sie koles.
No coz moja wina, bo rzuciłem słowa na wiatr, lecz potem zrozumiałem ze to jest dla mnie nie osiagalna rzecz.Sam juz prosiłem Dawida, zeby mi podarował swoja koszulke wiec ja nie mam szans aby dostac odniego buty.Wczoraj nie pomyslalem jak ci proponowalem pomoc,nie biore sie za rzeczy ktorych nie moge osiagnac. PRzepraszam.Nie przemyslalem swoich słow...moze to bedzie dla mnie nauczka.PRoponowalem zeby isc po sezonie...watpie zeby ktos chcial jego buty...watpie zeby oddal je teraz...
Zrozumiałe rozgoryczenie. Chociaż pierwszej chwili pomyślałem, że może jednak niepotrzebnie przelałeś wszystko w blotkę. Ale jeśli choć trochę dzieki temu Ci ulżyło to OK.
BTW: Wróciłem właśnie z wiochy.
Czesc :-) Jak widzisz, mimo wszystko, usmiechne sie do Ciebie. Dlugo tu nie zagladalem, ale ostatnio poczytalem twoje blotki i widze, ze nie masz najlepszego okresu w zyciu. Masz racje, ze nieraz drobiazg potrafi przelac kielich goryczy... Gdybym nie byl w miare wychowany, to powiedzialbym, ze z Ciebie... zbytni idealista (a jednak tylko eufemistycznie moglem sie wyrazic!). Pare razy mialem podobna sytuacje, tez zdawalo mi sie, ze nie ma sensu, ze po co, ze dla kogo...? Tez zawsze pomagalem ludziom, dawalem co moglem, bylem przy nich w trudnych chwilach... A potem oni sie odwracali, a nawet krzywdzili. I moja serdeczna przyjaciolka, po calonocnej dyskusji, powiedziala cos takiego: Musisz sie zdecydowac, czy bedziesz zimnym i obcym, bedziesz od tej pory patrzyl tylko na wlasne korzysci, ze przyjazn tylko wtedy gdy sie oplaca lub bedziesz dalej robil jak do tej pory i pogodzisz sie z tym, ze bedziesz za to obrywal po glowie. Wybralem to drugie i mimo razow od "przyjaciol" uwazam, ze dobrze wybralem. Nie mow, ze nie ma miejsca dla ciebie. To wlasnie dla takich ludzi jak ty (choc znam cie wlasciwie tylko z bloga i odrobinke od wspolnego znajomego) jest tu miejsce :-) Dla ludzi pelnych idealow, z otwartym sercem, cieplych, zyczliwych pomocnych... Jesli ktos Cie nie docenil i odwrocil sie w trudnej chwili to... jego problem, kiedys ktos mu za to odplaci. Ale wiem, ze to bolesne. W kazdym razie zabraniam glupich mysli! I wcale nie jestes sam ;-)
Pozdrawiam goraco,
Wojtek
Prześlij komentarz
<< Home