sobota, lutego 04, 2006

Magiczny Owoc

Minęło sporo czasu od mojej ostatniej bytności na blogu, ale i okoliczności początkowo temu nie sprzyjały. A kiedy już zegar stał się dla mnie bardziej łaskawy, zaczęły dziać się rzeczy niespodziewane, wręcz niebywałe. Ale od początku.

W pewien niedzielny styczniowy wieczór kupiłem najdroższą w swoim życiu piłkę do koszykówki. Ba! Rzekłbym nawet – pierwszą. I oto przedmiot ten krągły, a jakże niepoetyczny, w moich rękach nie bardziej lotny od czołgu czy słonia, zmienił bez trudu bieg kolejnych dni. Nim siedem razy księżyc obrócił się złoty z biletem w dłoni wchodziłem na mecz.

Owoc przeleciał obok mnie z prędkością światła niczym kometa, pozostawiając swój żółtozielony warkocz na moich ramionach. – Chyba z wrażenia pomieszało mi zmysły – pomyślałem. – A może to kometa Enckego?? – Usilnie próbowałem przypomnieć sobie wiadomości z ostatnich dni. Nie wspominał jednak o nadejściu komety ani Jarek Kret ani Tomasz Zubilewicz. Co prawda nadawano wywiad z profesorem Wolszczanem, ale nawet on słowem nie wspomniał o tym osobliwym zjawisku. Swoją drogą czy kto widział owocopodobną kometę. Więc może to był owoc rzucony przez zaciekłego kibica przeciwnej drużyny. Ostatecznie zimą ciężko o pomidory. Owoc ponownie przemknął obok mnie. – To dla ciebie – usłyszałem z oddali. Na moich ramionach spoczywał nowiutki żółtozielony szalik z logo drużyny, której przyjechałem kibicować. Tym razem podążyłem wzrokiem za oddalającym się sprawcą zamieszania. Nie ulegało wątpliwości - to był owoc. I to nie byle jaki, przez małe „o”, ale młody płomiennorudy Owoc.

Od tamtego zdarzenia mignął mi jeszcze może raz czy dwa przed oczami, nie przykuwając mojej większej uwagi. Wkrótce wyszło na jaw, że Owoc jest administratorem forum, którego byłem naówczas członkiem. Kontakt nawiązaliśmy jednak dopiero, gdy zdecydowałem skasować swój profil. Owoc okazał się nie tylko niezmiernie sympatycznym rozmówcą, ale i zawodnikiem miejscowej młodzieżówki koszykarskiej. Tym oto sposobem od paru dni sobie gawędzimy. Miło jest w życiu spotkać życzliwego człowieka, którym nie targają uprzedzenia czy niezdrowe emocje.

Kolego Owoc – dzisiejszą blotkę poświęciłem Tobie, bo to ty namówiłeś mnie do reaktywacji bloga. Serdecznie dziękuję Ci za pogodę ducha, którą w sobie nosisz. Jednocześnie chciałbym podziękować za zaproszenie na meczyk – już zaklepałem sobie czas w kalendarzu. A swoją drogą mam nadzieję, że Twoje awanse względem pewnej koleżanki zostaną odwzajemnione - czego ci z całego serca życzę.

2 Comments:

At 6:12 PM, Anonymous Anonimowy said...

No proszę, cóż za zaskoczenie. Spodziwałem się relacji z walki z faszyzmem, a tu pogodny tekst o nowej znajomosci :)

 
At 5:55 PM, Anonymous Anonimowy said...

Ooooooooo, czyli będzie dalszy ciag... :-)

(gruplaW)

 

Prześlij komentarz

<< Home