Mały czerowony przedmiot
Dochodziła piąta. Znad liter unosił się jeszcze zapach porannej kawy, z trudem przebijając się przez zatężającą powietrze ekscytację. Było już tak blisko, że nie dało się tego ukryć. Jeszcze tylko szesnaście tysięcy uderzeń w klawiaturę, jeszcze parę filiżanek kawy. Jak to możliwe, żeby coś, co nie tak dawno nie miało najmniejszego dla mnie znaczenia, teraz budziło we mnie wszystkie najpiękniejsze emocje. Czułem się jak wtedy, gdy w dzieciństwie z niecierpliwością oczekiwałem chanukowych prezentów.
Wpadłem niemal w ostatniej chwili. Zdążyłem tylko skinąć głową, żeby wiedział zobaczył, że jestem. Miałem nadzieję, że się ucieszy. Tymczasem zaczęło się. Kolejne minuty upływały w napięciu. Każdy najdrobniejszy mięsień mojego ciała pracował, tak jakby mogło to w czymkolwiek mu pomóc. Ostatnie dwie i pół minuty ciągle jeszcze miałem nadzieję, że się uda. Na próżno. Widziałem jak z każdym kolejnym krokiem gaśnie. Był prawie nieobecny.
Wyszedłem przed budynek. Trzymałem w rękach coś bardzo cennego. Dlaczego mi to dał? Nie wiem, ale czułem się wyróżniony. Jakbym w dłoniach trzymał dyplom noblowski. W końcu pojawił się w drzwiach. Nie umiałem go pocieszyć. I choć przyniosłem dla niego pachnący jeszcze drukarnią prezent, widziałem że nawet złote góry nie zmienią jego nastawienia. Ale dla mnie jest i tak bohaterem, kimś kto robi rzeczy niebywałe i potrafi nimi zarazić cały świat.
Na biurku, na honorowym miejscu leży mały czerwony przedmiot opatrzony karteczką i wiem, że jak zrobi się cieplej pójdę zdobyć ten pierwszy punkt.



0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home