środa, lutego 08, 2006

Bolesne odejścia

„Ciężko zapełnić lukę po wielkim człowieku. (…) Niezwykle trudno jest wielką wypełnić próżnię, gdyż zwykle pierwszy wydaje się lepszy.” Baltazar Gracjan

Kiedy dedykując wczoraj komuś post napisałem „nie jesteś sam” nie byłe w stanie przypuszczać, że następnego dnia ktoś inny odejdzie na wieki pozostawiając mnie samego. Gdy odchodzą ludzie, których kochamy i podziwiamy; Ci których znaliśmy i z którymi wiele wspólnie przeżyliśmy – zaczynamy odczuwać pustkę, nie umiemy odnaleźć się w przestrzeni.

Pamiętam, kiedy od 5 rano z Leą podwiązywaliśmy winorośle na winnicy. Przez osiem godzin rozmawialiśmy na odległość wyłącznie o tym, dlaczego Moshe Rabeinu nigdy nie wszedł do Eretz Israel. Pamiętam każde opracowywane przeze mnie Dvar Torah, które prezentowałem jej zanim zapaliła świece szabatowe. Pamiętam każdy prowadzony przeze mnie kidusz, do którego była włączona; każdy łamany przez nas po zakończeniu post w 17 Tamuz, 9 Av czy Jom Kipur.

Ostatni raz spotkaliśmy się w okolicach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Jerozolimie. Później jeszcze wymienialiśmy ze sobą setki maili, telefonowaliśmy do siebie przed każdymi świętami. A potem przyszedł ten ostatni mail po szabacie Bo: „… Shavua Tov jedidi.” I dzisiaj ten telefon.

Jest mi bardzo ciężko. To przyszło zupełnie niespodziewanie. Miałem jednak nadzieję, że… czekałem na jednego kolegę. Nie przyszedł. Dalej więc będę sam.

1 Comments:

At 10:45 PM, Anonymous Anonimowy said...

Kris pamietaj ze ja zawsze jestem...Jak cos cie boli to pisz do mnie zawsze wyslucham...zawsze postaram sie pomoc...Wiem ze nigdy tej osoby nie zastapie ale pamietaj nie jestes sam ze swoimi problemami...mozesz liczyc na mnie tak jak ja licze na ciebie...JEst mi przykro z tego powodu i skladam kondolencje

 

Prześlij komentarz

<< Home