A jednak...
Jestem chyba krańcowo wyczerpany. Przyszło to tak nieoczekiwanie, że sam nie wiem, co mam powiedzieć. Teraz już tylko czekam. Ból, zmęczenie, zrezygnowanie. Nie mam już siły. Myślałem, że jeśli zatopię się w pracy, pozwoli mi to zapomnieć. Ale niestety ten wariant również zawiódł.
Ciężko pracuję. To prawda. Ale któż nie pracuje? Nie mam wytchnienia. Nie mam odrobiny oddechu. Pewnie sam jestem sobie winien, bo starałem się udowodnić sobie, że jeszcze jestem coś wart, że jeszcze coś potrafię. Otóż nie. Nie potrafię. Nie mam siły. Nie umiem. Jak mogę dawać jakość skoro, że zapewnić sobie rozsądny warsztat musze harować jak osioł? W końcu przestaję mieć siłę, tracę na jakości, wydajności i profesjonalizmie.
Jest źle, skoro praca, którą tak kocham staje się dla mnie przekleństwem. Skoro praca, której hołduje zaczyna izolować mnie od świata. Pogrążam się w samotności, bezsilności, otępieniu, marazmie. Niczym pies Pawłowa budzę się i zasypiam z palcami na klawiaturze.
Może już czas odejść? Nie mogę tak dłużej. Nie wytrzymam. Skoro nikt nie chce mnie kochać, dawać siły do pracy, skoro nie ma chętnego, który dałby się pokochać a odpowiadałby moim wyobrażeniom choćby po części, to może jednak czas odejść.
Mam dość bycia pomiatanym. Mam dość wytykania mi moich niedoskonałości cielesnych, intelektualnych. Nie chcę, nie mam siły.



2 Comments:
Coś tu w nocy napisałem - ale widzę, że sie nie dodało, a ja nie odtworzę tekstu.
Powiem tylko, że to nie nam decydowac kiedy mamy odejść. Rozumiem, że jest Ci cholernie ciężko, ale i tak nie chcę żebyś odchodził.
Też jestem skrajnie wykończony, ale muszę jescze trochę wytrzymać;/ ehh, trzym się ;*
Prześlij komentarz
<< Home