czwartek, kwietnia 21, 2005

A tymczasem...

Postanowiłem ostatkiem sił dzisiaj napisać jakąś blotkę. Przyznam, że zmęczenie daje mi się nieźle we znaki. Jest we mnie jednak jakiś smutek, tęsknota za wolnością i wielkie pragnienie odpoczynku. Na zewnątrz znowu jest zimno, więc nie mam ochoty stać na dworze i spoglądać w gwiazdy, choć lubię to zajęcie. Jest też w tym wszystkim jakaś nuta samotności. Coraz częściej pragnę zatopić się w ramiona ukochanej osoby. Jednakże póki co nie ma takiej nawet na horyzoncie. Trudno wszakże by była, skoro moja egzystencja w świecie kończy się na wyjazdach służbowych.

Chyba jednak zasklepiłem się w swojej nieudane miłości i nie wychodzę poza jej ramy. Utknąłem… Nie żebym taplał się we wspomnieniach. Ten czas na szczęście minął. Ale ciągle chciałbym, żeby ten przyszły, choć po części przypominał tego poprzedniego. Są bowiem cechy, których potrzebuję, które potrafią mnie napędzać do działania, skłaniać do dużo bardziej twórczej pracy.

Zamknięty w świecie, w którym na co dzień uprawiam żonglerkę literami, znakami, słowami, znaczeniami, czasem ulegam lekkiemu przebłyskowi, że praca moja jest niczym kształtowanie myśli innego człowieka. Tego anonimowego czytelnika - odbiorcy. Czytelnika, który często nie zatrzymawszy się choćby na chwilę nad drobną figurą semantyczną, ulega pewnym doznaniom, odczuwa tekst tak jak odczuwa się ciepło i zimno, jak czuje się zapach lipowej herbaty do drożdżowego ciasta. Ów czytelnik często nie zdaje sobie sprawy, że jego umysł poddaje się moim małym ekwilibrystykom słownym. Wiem, wiem. To wszystko już było. Niczego tutaj nie odkrywam. Wszystko to zostało już powiedziane. Jednakowoż myślę o tym w zupełnie innym kontekście. Gdybyśmy tak ja i mój anonimowy czytelnik spotkali się oko w oko? Czy byłbym dalej samotny? Czy fizyczna namacalność czytelnika zdjęłaby ze mnie jarzmo osamotnienia?

I w końcu, jaki miałby być ten czytelnik? Wątła niewiasta, która w porannym pośpiechu, nie zdążyła nałożyć makijażu? Samiec zarodowy, o atawistycznych rysach twarzy, zadurzony w swoim narcyzmie? A może zwykły robotnik, żołnierz?

Tymczasem pozostaję sam na sam ze znakami, pospieszny stukotem klawiatury, wystygłą herbatą i świecącym monitorem. Jest nas aż tyle. I jeszcze kot. A jednak czegoś brakuje. Może tego silnego męskiego ramienia, w które można by się wtulić? Albo nocnego chrapania wtórującego mojej pracy? Nie chcę intelektualisty. Zawsze uważałem, że wzięcie ślubu ze sobą byłoby najnudniejszym na świecie rozwiązaniem. Nie chcę sążnistych dysput o Kancie, Husserlu, czy obrazach Tycjana, Goi lub Van Gogha. Chcę czasem pobyć, pomilczeć we dwoje. Dowiedzieć się, co nowego wydarzyło się na siłowni, kto od kogo kupił samochód i z jakimi halogenami. Dlaczego jedna odżywka jest lepsza od drugiej i czemu teraz modny jest taki telefon komórkowy. Proste prozaiczne codzienne sprawy, które są mi tak odległe, że wręcz nienamacalne. Jestem zmęczony kolejnymi racjami w sprawie komisji śledczych, opiniami na temat nowego Biskupa Rzymu.

To, czego pragnę, to być i żyć dla drugiego człowieka. Cieszyć się jego codziennością i nauczyć się ją rozumieć.

1 Comments:

At 2:25 AM, Anonymous Anonimowy said...

Nawet nie potrafię być takim czytelnikiem dzięki któremu mógłbyś się poczuć choć trochę mniej samotny :(

 

Prześlij komentarz

<< Home