czwartek, kwietnia 14, 2005

Rozterki literata...

Trochę się zapuściłem. Oczywiście chodzi mi o to, co dzieje się, a raczej, co nie dzieje się na blogu. Niestety maszyna drukarska pochłonęła mnie bez reszty. Tak czy owak zmagam się z różnymi przeciwnościami, ale ogólnie nie mogę narzekać. Zresztą jutro wczesnym rankiem udaję się do Warszawy w celu zarobienia kolejnej „oszałamiającej kasy”. Niestety brutalna prawda jest taka, że pewnie jak zwykle więcej wydam, niż zarobię.

Tymczasem odbyłem dzisiaj bardzo ciekawą rozmowę, z zaprzyjaźnionym blogowiczem, którego rozterką był temat na blotkę. Ów jakże przemiły i ogromnie lubiany przez swoich czytelników blogowicz twierdzi, że w jego życiu nic się nie dzieje. Że codzienność, która go otacza jest szara i niezbyt atrakcyjna. W takim też duchu rozpoczął swoje „Cierpienia młodego Wertera”. Próbowałem za wszelką cenę, i mam nadzieję, że ze skutkiem, przekonać go o tym, że tak naprawdę, najlepiej jest pisać na swoim blogu prawdę. Zaperzył się: „Przecież piszę prawdę!” Odpowiedziałem błyskawicznie, że chodziło mi o to, iż nawet w przypadku, gdy nic się nie dzieje, możliwe jest napisanie blotki o tym, że nic się nie dzieje. Przekonywałem go, że nawet o tym da się pisać w sposób ciekawy i barwny.

W końcu wszystko jest kwestią ujęcia. Skoro nie mam tego, co bym chciał, to może warto napisać o tym, co chciałoby się mieć. Jeśli nie mam co jeść (bardzo drastyczny przykład i mocno przebarwiony, bo głodnemu raczej nie żarty a żarcie w głowie) to mogę napisać lekko, że chciałbym zjeść przepiórki z żurawinami a tymczasem mam do wyboru piłkę z rożna (ostatnio dość powszechna w telewizji) albo szczura na winie (czyli co mi się pod rękę nawinie). I w żadnym razie nie mijam się z prawdą, albowiem prawdą będzie fakt, że nie mam co jeść i, że mam ochotę na przepiórki, a mogę się żywić jedynie rozrywką w postaci piłki (z rożna, bo jakże inaczej "nożna" kojarzyłaby się głodnemu?) albo tego co się nawinie (w ostateczności szczur też pewnie byłby zjadliwy).

Żywię tedy nadzieję (ojej, wygląda na to, że chyba naprawdę jestem głodny skoro, co drugie słowo kojarzy mi się z jedzeniem - „żywię tedy nadzieję„), iż mój uroczy skądinąd interlokutor upichci nam jakąś strawę intelektualno literacką na miarę swojego jakże błyskotliwego intelektu. Tym oto bikontem zakończe niczym pieprzoniak z deszczu pod rinnę i udam się do kuchni.

2 Comments:

At 2:08 PM, Anonymous Anonimowy said...

Sformułowaniem o moim ponoć błyskotliwym intelekcie powaliło mnie na kolana. Jedyne, co w tej chwili u mnie błyszczy, to te iskierki sypiące sie z licznika :P

 
At 10:23 PM, Anonymous Anonimowy said...

Zgadzam się z Tobą, że pisać można o wszystkim, nawet jeśli to jest NIC. W końcu kilka słynnych książek jest o niczym, a niektóre nawet są niczym. Twój uroczy interlokutor (także nieco mi znany) potrafi pisać, tylko ciągle nie wierzy, że to może być niezłe. I że ktoś to przeczyta. A napisać coś o niczy, to jest sztuka. Spodobały mi się Twoje przykłady takiego pisania. Ja np. ostatnio nie mam pieniędzy więc ... nie napiszę o pieniądzach :-) A po twoim tekście idę sobie coś upichcić do żarcia!
Pozdrawiam,
Wojtek

 

Prześlij komentarz

<< Home