czwartek, sierpnia 31, 2006

Ad verba magistra

Przeglądając prasę podczas porannej kawy omal nie zdębiałem dowiedziawszy się, jak polski premier w Brukseli ratował naszarpnięty wizerunek Polski. Dlatego zdecydowałem się wszystkim zadedykować napisany przez Andrzeja Waligórskiego (mam nadzieję, że mi Pan wybaczy, Panie Andrzeju) czterowiersz z cyklu Bajeczki babci Pimpusiowej. Niech posłuży on za komentarz tych wydarzeń.


Udzielał raz wywiadu kotek, że jest zdrowy,
Wtem uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy,
Pękł mu brzuch, ogon, płuca i głosowa struna,
Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł. Amen.

Z cyklu: Bajeczki babci Pimpusiowej; Andrzej Waligórski

O jeden krok wstecz za daleko

Pamiętam jak dziś pewien wykład. Zebrani z niecierpliwością oczekiwali na prelegentkę, nikt jednak nie pojawiał się na mównicy. Mijały kolejne minuty, audytorium wrzało od rozmów; w powietrzu dało się wyczuć zniecierpliwienie. Szepty, słowa, śmiechy, szmery przeplatały się nawzajem, tworząc iście targową atmosferę. Nagle z głośników zaczął wydobywać się słabiutki głos. Głosik, który pomimo wzmocnienia z trudem przedzierał się przez zgiełk panujący w auli: „Współczesna kultura europejska przeżywa wszechobecny zmierzch paradymatów.” Zapadła bolesna cisza dotkliwie obnażając nasze ówczesne granice ogarnięcia i antycypacji konsekwencji tego spostrzeżenia.

Schyłek pewnej epoki skłania do zadawania pytań o kształt nowego ładu, o wzorce i postawy mające wyznaczać kolejny etap historii ludzkości. Znane są nam przynajmniej dwa podstawowe mechanizmy zmian: ewolucja (lub inwolucja), której przebieg zwykle ma dość łagodny charakter oraz rewolucja -burzliwa i wywrotowa, co do zasady. Im większy i bardziej zróżnicowany obszar podlega przemianom, tym bardziej oczekiwać należy powstawania lokalnych punktów zapalnych, które wygasną same nie trafiwszy na podatne otoczenie, lub które staną się zarzewiem dużo szerszej jeśli chodzi o zasięg rewolucji.

Tymczasem w szerszej perspektywie czasowej rozwój ludzkości nabiera cech fluktuacji. Niemniej bez względu na okoliczności, każdą rewolucję (lokalną czy globalną) poprzedza pewnego rodzaju reinwolucja akcelerująca energię potrzebną do przyszłych burzliwych przemian. Ewolucja możliwa jest jedynie na krótkich odcinkach czasowych, do chwili osiągnięcia pewnego wysycenia atmosfery dopuszczalnymi w danej epoce przemianami.

Potencjał rozwoju społeczeństw zakreśla ramy czasowe przemian. Toteż próby jakiegokolwiek przyspieszania procesu wprowadzania zmian muszą kończyć się silnym oporem społecznym oraz zachowawczymi postawami. Tak zwykle inicjowane są reinwolucje. Wraz z przemianami w poszczególnych jednostkach rodzą się obawy co do ich przyszłego miejsca w świecie. Niepokoje te również odzwierciedlają niepewność człowieka jeśli chodzi o dalszą realizację uprzednio określonych długoterminowych planów życiowych. Innymi słowy – lęk przed nieznanym. Oto wspaniała pożywka dla wszelkiej maści populistów, hurapatriotów oraz kapłanów wieszczących rychłą apokalipsę i nawołujących do odnowy moralnej.

Doczekaliśmy się zatem i polskiego hunwejbinizmu. I choć stosowana metoda jest dziecinnie prosta, nie ma najmniejszej wątpliwości, że również nad Wisłą okazuje się być skuteczna. Sposób polega na tym, żeby niezmiernie powoli zaciskać pętlę na gardle demokracji odbierając spokojnie obywatelom ich wolności. W międzyczasie, gdy opinia publiczna pochłonięta jest zażartymi walkami o sprawy drobne, w zamieszaniu lub pod pretekstem ochrony dokonuje się zamachu na zdecydowanie ważniejsze elementy struktury państwa demokratycznego. Fenomen tej sztuczki polega na tym, że społeczeństwo jako ofiara, będzie do końca przyglądać się temu jak dobrowolnie pozwala sobie zaciskać tę pętlę na gardle. Do końca też nie będzie w stanie uwierzyć, że zostanie zduszone.

Jeszcze 24 godziny temu nawet nie pomyślałbym, że kiedyś przyjdzie mi bronić wyznawców islamu. Podkreślam! Nie zgadzam się ze światem islamu. Niemniej podobnie jak wczoraj w sprawie Michalkiewicza, tak i dzisiaj w sprawie dziennika „Rzeczpospolita” uważem, że doszło do popełnienia przestępstwa. Argumentacja, że nie było to działanie umyślne zorientowane na znieważenie uczuć religijnych, jest cokolwiek chybiona. Po pierwsze redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” dokonał przedruku skarżonych rysunków w momencie, gdy na świecie znana była reakcja na ich publikację. Po drugie redaktora naczelnego dowolnej gazety obowiązuje odpowiedzialność za to co dzieje się w jego redakcjach. Po trzecie Sz. P. Redaktor jest osobą wykształconą, więc wypadałoby zapoznać się przynajmniej zasadami religii, którą krytykuje. Ignorancja i brak szacunku dla innych ludzi to dużo bardziej karygodne przestępstwo, zwłaszcza gdy popełniane przez organ opiniotwórczy.

Wiem bardzo dobrze co stałoby się, gdyby karykatury te dotyczyły JP2 lub JCh, B16 itp. Niestety nasilające się akty antysemickie lub skierowane przeciwko wyznawcom innych religii/światopoglądów oraz reakcje prokuratur i sądów na nie, wskazują, że uczucia religijne w Polsce są domeną jedynie katolików. Toteż nie może być mowy o obrazie uczuć religijnych wyznawców innych religii. I po co było opowiadać w Brukseli głupoty? Może czas zastanowić się nad usunięciem tego typu przepisów skoro mają one być stosowane jedynie dla wyznawców KK.

wtorek, sierpnia 29, 2006

Rzecz o etykiecie i etykietkach

Całkiem niedawno w stopce mojego bloga pojawił się taki oto cytat z Norwida: „Są ludzie, którzy nie wiedzą o tym, że grzeczność kosztowała ludzkość wiele pracy.” Zaiste, współcześnie zasady dobrego wychowania stają się dla wielu równoznacznikiem niepotrzebnego i pretensjonalnego zachowania w kontaktach międzyludzkich. Co więcej enigmatyczny już dzisiaj savoire vivre postrzegany jest powszechnie jako sztywny katalog zakazów i nakazów dotyczących postępowania, których to sens niejednokrotnie budzi wątpliwości. Są i tacy, którzy na dźwięk słowa „etykieta” przywołują z pamięci postaci Herculesa Poirot lub Arsène’a Lupina. Nic bardziej błędnego.

Niewymuszona uprzejmość i szacunek zwykle są bardzo prostymi sposobami na zjednanie sobie innych ludzi. Podczas, gdy wszelka ostentacyjna grzeczność czy drobnomieszczańska maniera budzą niechęć i wrażenie nieszczerości. Dlatego zasady dobrego wychowania nie powinny stanowić futerału szczelnie ograniczającego swobodne zachowanie. Istotą zrozumienia savoire vivre’u jest ponad wszystko umiejętność zachowania harmonii i wyczucia w obcowaniu z innymi. Dzięki temu mamy szanse zapewnić sobie przyjazne i zrównoważone środowisko życia.

Pierwszy szef Protokołu Dyplomatycznego polskiego MSZ Stefan Przeździecki został niegdyś określony przez prezydenta Edwarda Raczyńskiego „idealnym szefem Protokołu”. Prezydent Raczyńskie miał wtedy powiedzieć: „jego wysoka kultura, takt, życzliwość były też wzorem dla domorosłych dyplomatów niższego szczebla, którym za atrybut przynależności do stanu dyplomatycznego zdawały się wystarczać dobrze skrojone żakiety, sztuczkowe spodnie i znaczna ilość brylantyny”. [1]

Obecnie niestety dobre wychowanie ze swoistej normy zachowania przerodziło się najlepszym wypadku w wymyślną ekstrawagancję. Wygłaszanie najbardziej bezpardonowych opinii natomiast stało się powszechnie uznanym wyznacznikiem wolności słowa za wszelką cenę. Nie jest moim zamiarem ograniczać czyjejkolwiek wolności słowa, gdyż tę uważam za jedną z elementarnych wartości demokracji. Niemniej dostrzegam pewne przesłanki, dla których warto niejednokrotnie powstrzymać się od wypowiadania ordynarnych czy obraźliwych sformułowań.

Winston Churchill po wojnie pisząc o swojej nocie osobistej skierowanej do ambasadora Japonii, w której to informował, że oba państwa są w stanie wojny, stwierdził: „Niektóre narody nie lubią takiego ceremonialnego stylu. Ale w gruncie rzeczy, jeśli musimy kogoś zabić, nic nie kosztuje być przy tym uprzejmym.” [1]

Mając powyższe na względzie, z wielką uwagą przeczytałem wczorajsze i dzisiejsze informacje dotyczące umorzenia śledztwa przez Prokuraturę Rejonową w Toruniu w sprawie publicznego znieważenia ludności żydowskiej w felietonie Stanisława Michalkiewicza, wyemitowanym przez Radio Maryja. Ponieważ nie znam oryginalnej treści uzasadnienia, a tylko cytowane w artykule fragmenty, ograniczę się wyłącznie do podsumowania tychże.

We wspomnianym felietonie autor stwierdził m. in., że: "My tu jesteśmy zajęci wprowadzaniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, a od tyłu zachodzą nas »Judajczykowie« próbując wymusić na naszym rządzie zapłatę haraczu zwanego dla niepoznaki rewindykacjami", za czym stoi "Światowy Kongres Żydów - główna firma koncernu »holokaustowej industrii«", który "ustami swego ówczesnego sekretarza pana Israela Singera zażądał od Polski kolejnego haraczu - tym razem chodziło o mienie pozostawione przez Żydów zabitych podczas wojny przez Niemców". Michalkiewicz dowodzi również, że Polska jest upokarzana przez Żydów awanturami „na terenie oświęcimskiego obozu, rozdmuchiwaniem incydentu w Jedwabnem, a obecnie – przygotowaniami do wielkiej propagandowej imprezy w Kielcach, w rocznicę tzw. Pogromu.” W swoim uzasadnieniu prokuratura uznała sformułowanie „holokaustowa industria” za cytat ze znanych książek prof. Finkelsteina, który to cytat miał podkreślić problem felietonu. Słowo „Judajczykowie” tymczasem wg prokuratury jest określeniem ludności zamieszkującej określony obszar geograficzny. Co więcej, uzasadnienie stwierdza, iż: „O zaistnieniu przestępstwa nie może automatycznie przesądzać fakt subiektywnego odczucia zawiadamiającego. Okoliczności wskazane w zawiadomieniu mają charakter ocenny (...) Jest to komentarz obrazujący pogląd autora na otaczającą jego rzeczywistość. Felieton porusza kwestie niesłusznie - zdaniem felietonisty - wysuwane wobec Polski żądań finansowych, ale żądań wysuwanych przez organizacje, a nie grupę ludności.”

Muszę przyznać, że w obliczu takiej argumentacji, stanąłem przed niemałym dylematem; co jest, a co nie jest publicznym znieważeniem grupy ludności? W myśl poglądu wyrażonego przez prof. Lecha Gardockiego wypowiedź „nie może polegać na używaniu wyrazów obelżywych, formy w nieakceptowanym społecznie stopniu drwiąco pogardliwej lub obraźliwej.” Sugeruje się zatem, że w przypadku gdy nie mamy do czynienia z użyciem wyrazów obelżywych, inkryminowana może zostać forma wypowiedzi. W takim razie powstaje jeszcze jedno pytanie, którego ów pogląd nie wyjaśnia. Czym jest wyraz obleżywy? (Zastrzegam od razu, że przedmiotem rozważań nie są aspekty prawne.)

Jeśli kryterium wyrazu obelżywego miałaby być wyłącznie jego słownikowa kwalifikacja jako wulgaryzmu, to w istocie felieton Michalkiewicza nie sposób uznać za zniewagę. W rezultacie większość tego typu wypowiedzi nie wyczerpywałaby znamion przestępstwa. Oczywiście sprawa staje się znacznie prostsza, gdy kryteria poszerzymy o wyrazy i określenia obraźliwe i pogardliwe. Ale również w tym ujęciu przedmiotowy felieton nie budzi raczej zastrzeżeń.

Spróbujmy zatem rozważyć pewien model odwołujący się do pragmatycznej warstwy znaczeniowej. Przyjmijmy, że pan X w odpowiedzi na jedyne pytanie dziennikarza – co sądzi o grupie ludności Y – stwierdza jednym zdaniem: „Grupa ludności Y to klarnety bose i dominanty wtrącone.” Przyjmijmy również, że żadne z określeń nie stanowi związku frazeologicznego tak w języku wypowiedzi, jak i w języku ludności Y, a każdy z tworzących je wyrazów nie implikuje negatywnych lub pozytywnych konotacji dla którejkolwiek ze stron; ponadto pierwszy związek wyrazowy nie posiada żadnego znaczenia semantycznego, natomiast drugi stanowi określenie muzyczne o konotacji neutralnej. Dla uproszczenia modelu zakładamy, że wypowiedź została wydrukowana w prasie bez komentarza pozwalającego stwierdzić ton wypowiedzi. Opisany powyżej model, dzięki przyjętym założeniom, praktycznie uniemożliwia wywiedzenie znaczenia wypowiedzi oraz intencji pana X. Nie możemy zatem stwierdzić, czy doszło w tym przypadku do znieważenia ludności Y czy wręcz przeciwnie.


Zmieńmy w powyższym modelu środek przekazu na radio lub telewizję pozwalając usłyszeć słuchaczowi tą samą opinię bezpośrednio z ust pana X . Umożliwi nam to ocenę tonu wypowiedzi, dzięki czemu prawdopodobnie uda nam się trafnie oszacować, czy sformułowania w niej użyte opisują grupę Y w sposób negatywny czy pozytywny. Jeśli jednak na ton wypowiedzi wpływ będą miały czynniki nie związane z jej przedmiotem (np. pośpiech, wzburzenie, smutek, itp.) to istnieje wysokie prawdopodobieństwo nieprawidłowej interpretacji.
Rozważmy jeszcze jedną wersję naszego modelu. Zachowując wszystkie warunki opisane w wersji pierwszej przyjmijmy nową wersję wypowiedzi, w której pan X na pytanie dziennikarza stwierdza: „Daj pan spokój! To klarnety bose i dominanty wtrącone.” W ten oto sposób pozbawione uprzednio negatywnych konotacji określenia „klarnet bosy” czy „dominanta wtrącona” nabrały zupełnie odrębnego pozadefinicyjnego znaczenia narzuconego przez kontekst wypowiedzi.

Opisane powyżej trzy przypadki są jedynie mizerną cząstką okoliczności mogących determinować obelżywy charakter wypowiedzi. Czas jednak powrócić do felietonu Michalkiewicza i uzasadnienia prokuratury, by dokonać pobieżnej oceny charakteru wypowiedzi oraz zawartych w niej określeń. Pominę „holokaustową industrię” przyjmując w dobrej wierze, że jest to cytat (choć w moim subiektywnym odczuciu umieszczony w nowym kontekście zaczyna żyć własnym życiem). Przyjrzyjmy się natomiast wyrazowi „Judajczykowie”. Po przeszukaniu 3 różnych współczesnych słowników języka polskiego (pod red. W. Doroszewskiego, pod red. M. Szymczaka, pod red. S. Dubisza) oraz Słownika języka polskiego Maurycego Orgelbranda z 1861 roku zakładam, że rzeczownik „Judajczyk” nie występował w języku polskim przez co najmniej ostatnie 145 lat. Nie znalazłem go również w Korpusie Języka Polskiego Wydawnictw Naukowych PWN. Tymczasem we wszystkich wspomnianych źródłach, łącznie z Korpusem, odnaleźć można rzeczownik „Judejczyk” stanowiący historyczną nazwę mieszkańca Judei. Zastrzeżenie zatem moje budzi wypowiedź prokuratury, zgodnie z którą rzeczownik „Judajczykowie” jest określeniem ludności zamieszkującej określony obszar geograficzny.

Pomijając chwilowo kwestię pisowni, istnieją co najmniej cztery poważne wątpliwości. Jeśli słowo „Judajczyk” określa mieszkańca Judei, to trzeba wyraźnie zaznaczyć, że nazwa Judea odnosi się do krainy historycznej, a nie geograficznej. Różnica ta jest o tyle istotna, że jej granice ulegały zmianom w różnych okresach historycznych. Po drugie nazwa Judea określa hellenistyczną-rzymską prowincję w Palestynie, przy czym sama nazwa zanikła około II w n.e. I wreszcie, zwrot „Judajczykowie” określa mieszkańców Judei, a nie konkretną narodowość czy pochodzenie etniczne. W związku z tym, po II w n.e. o „Judajczykach” nie może być mowy. Nawet gdyby okazało się, iż podobnie jak „Judejczyk” określa mieszkańca Judei – tak słowo „Judajczyk” miałoby określać mieszkańca Judy, wtedy o „Judajczykach” możnaby mówić jedynie do 537 p.n.e. Tymczasem Michalkiewicz mówi „Judajczykowie” w stosunku do narodu żydowskiego w warunkach współczesnych. (Zastanawiam się, jak zareagowaliby Polacy, gdyby jakiś dziennikarz brytyjski napisał, że „tak spokojnie im się żyło, dopóki na każdym kroku nie zaczęli się czaić Polonianie”? )

Nie byłoby o czym rozmawiać, gdyby Stanisław Michalkiewicz ukończył jedynie szkołę podstawową czy jednoklasówkę. Okazuje się, że autor przedmiotowego felietonu jest z wykształcenia prawnikiem; ukończył również podyplomowe Studium Dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim. Ponadto jest wykładowcą Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki, a to zobowiązuje. Jak bowiem uznać, że pan Michalkiewicz nie zna języka polskiego czy historii, lub że zastosowane sformułowania są jedynie figurami stylistycznymi?

Żeby jednak nie skupiać się wyłącznie na jednym słowie, przyjrzyjmy się przez moment samej stylistyce i formie wypowiedzi. Nietrudno zauważyć, że autor nazywając działania podejmowane przez naród żydowski z premedytacją używa języka właściwego opisowi działań przestępczych. Oto bowiem według Michalkiewicza Żydzi m. in.: zachodzą od tyłu, wymuszają zapłatę haraczu, nazywają dla niepoznaki haracz rewindykacjami, ustami swojego sekretarza żadają kolejnych haraczy, upokarzają, awanturują się, rozdmuchują incydent, przygotowują wielką propagandową imprezę itp. W tym miejscu trudno mówić wyłącznie o subiektywnych odczuciach. Styl oraz zastosowane przez autora określenia bezsprzecznie mają sugerować, że naród żydowski prowadzi działalność przestępczą skierowaną przeciwko narodowi polskiemu. Od pierwszej chwili słuchacza uderza nasycenie tekstu wyrażeniami opisującymi działania Żydów. W ten sposób autor próbuje w polskim słuchaczu wywołać poczucie osaczenia, zagrożenia i doznawanej krzywdy. Wplatając w tak przygotowaną kanwę określenie „holokaustowa industria”, rzekomo zaczerpnięte z publikacji prof. Finkelsteina i poprzedzając je w odniesieniu do Światowego Kongresu Żydów sformułowaniem „główna firma” chce utwierdzić słuchacza w przekonaniu, że nie chodzi jedynie o jakieś tam nasilające się ataki, ale zmasowany spisek o zasięgu międzynarodowym. Jeśli w tym kontekście przeanalizujemy ponownie zastosowany przez Michalkiewicza rzeczownik „Judajczykowie”, odmieniany w archaiczny sposób (współczesna odmiana lm M.~ Judejczycy), możemy odnieść wrażenie, że autor posiadający takie wykształcenie i stosujący bardzo rozmyślnie odpowiednie środki stylistyczne celowo przeinacza termin historyczny, by z jednej strony wyrazić swój pogardliwy stosunek do opisywanego narodu, z drugiej natomiast zabezpieczyć się na wypadek ewentualnego zarzutu o znieważenie grupy ludności żydowskiej (np. zasłaniając się odwołaniami historycznymi, na które niezbyt zręcznie powołała się prokuratura w uzasadnieniu, lub archaiczną stylizacją).

Kończąc swój przydługi wywód chcę zaznaczyć, że poglądy Stanisława Michalkiewicza nie są mnie w stanie w żaden sposób znieważyć. Trudno bowiem, by wytwory czyjejś wybujałej wyobraźni mogły mnie obrazić. Obraża mnie za to bardzo wybiórcze realizowanie prawa przez sądy i prokuratury. Ale o tym może przy innej okazji.

[1] Orłowski T., „Protokół dyplomatyczny. Ceremoniał i etykieta.”, Akademia Dyplomatyczna Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Warszawa 2005.

sobota, sierpnia 26, 2006

Mózg z przekierowaniem

„Przepraszamy! Użytkownik ma wyłączony rozum lub znajduje się poza jego zasięgiem.” – tak mógłby brzmieć automatyczny komunikat informujący nas z kim mamy do czynienia. Poniżej przedstawiam propozycję kolejnych, równie praktycznych.

  • Aby odsłuchać bieżącą listę tajnych współpracowników naciśnij 007.

  • Jeśli dzwonisz w sprawie korupcji – podaj numer swojej karty kredytowej i naciśnij 2. Koszt połączenia 2000 PLN za minutę + VAT.

  • Jeśli objęto cię amnestią maturalną – poproś o wybranie numeru 3 kogoś, kto potrafi czytać.

  • Jeśli chcesz posłuchać radia – wybierz 4 i naciśnij krzyżyk. Czas oczekiwania na połączenie z księdzem redaktorem – 2 zdrowaśki.

  • Jeśli chcesz odsłuchać bieżące wyniki meczów piłkarskich polskiej reprezentacji naciśnij 0. I tak więcej nie ugrali.
  • Aby połączyć się z Kancelarią Sejmu – proszę podnieść rękę i nacisnąć przycisk.

wtorek, sierpnia 22, 2006

Pobity

Nigdy nie sądziłem, że zostanę pobity przez policję. Najbardziej jednak dziwny jest powód owego pobicia. Rzekomo zaatakowałem jakąś dziewczynę, która to zgłosiła. Smutne jest jednak to, że żaden z policjantów się nie wylegitymował, a o przyczynie brutalnego zatrzymania dowiedziałem się dopiero na komisariacie. Po raz pierwszy zostałem potraktowany przez władzę jak śmieć.

piątek, sierpnia 18, 2006

...

W związku z kolejnymi antysemickimi atakami na moją osobę i spowodowanym nimi brakiem środków do życia – prowadzony przeze mnie blog zawiesza działalność.

czwartek, sierpnia 17, 2006

Prasa do wirowania

Środowe wydanie Gazety.pl przynosi dwie nowiny. Pierwszy materiał informuje o czterech brytyjskich strażakach, których zawieszono w obowiązkach za to, iż jeden z nich wszedł do suszarki pralniczej i dał się w niej odwirować a pozostali ten fakt sfilmowali. Drugi tekst prezentowany w portalu donosi o pozytywnym zakończeniu procesu weryfikacji ogłoszonego przed czterema laty przez doktora Perelmana dowodu liczącej sobie ponad sto lat hipotezy Poincaré’go.

Nie dziwiłbym się nadto owej przepaści jaka dzieli obie wiadomości (ostatecznie gazety skierowane są do różnych czytelników), gdyby nie całkiem marginalny szczegół. Tekst o wirujących strażakach umieszczono w sekcji bieżących wiadomości, natomiast matematyczny geniusz wylądował w „Deserze”. Nie twierdzę, że dowód skomplikowanej hipotezy Poincaré’go stanowi informację najwyższej wagi. Proszę wybaczyć jednak – informacją taką nie jest również artykuł o strażakach. Myślę jednak, że sam fakt, iż na dowód matematycznej hipotezy trzeba było czekać sto lat zupełnie naturalnie zwiększa rangę wydarzenia w porównaniu z odwirowanym strażakiem. Ale widać redakcji przyświecał stary szmonces:


- Panie Apfelbaum! Panie Apfelbaum! Jak tam żona? – pyta dawno niewidzianego znajomego Mosze Zuckermann.

- Mosze! Ja się pytam w porównaniu z czym?


Zapaleńcom proponuję w przerwie na kawę zmierzyć się z hipotezą Poincaré’go. Dowodu z uwagi na jego rozmiary oczywiście prezentował nie będę.


HIPOTEZA POINCARE’GO. Rozważmy trójwymiarową zwartą i jednospójną rozmaitość V bez brzegu (tzn. V jest tzw. homotopijną 3-wymiarową sferą). Czy prawdą jest, że rozmaitość V jest homeomorficzna ze sferą trójwymiarową S^3? Jeśli zastąpić trójkę liczbą n≥4, to odpowiedź na to pytanie jest pozytywna. Dokonali tego S. Smale (medalista Fieldsa z roku 1966) dla n≥5 oraz M. Freedman (medalista Fieldsa z roku 1986) dla n=4. Hipotezę Poincare’go przedstawił John Milnor (medalista z roku 1962).

wtorek, sierpnia 15, 2006

Żyd w każdym domu

Coraz częściej śledzę wiadomości z przeświadczeniem, że Polska nie przystaje do jakichkolwiek standardów demokracji. Nie wiem czy w tym kraju istnieje jeszcze coś, co nie obraża uczuć religijnych, miłościwie nam panujących, czy polskiej historii i tradycji. W każdym kącie kryją się sekty (nawet buddyści odwiedzający Oświęcim za takich zostali uznani), fikcja literacka prezentowana na srebrnym ekranie („Kod Leonarda da Vinci”) obraża B-ga, a wszystko podsycają Żydzi, masoni i pedały oraz liberałowi z UE.

Przypomniało mi się właśnie expose Pana Premiera Jarosława K. „Godzić w instytucję Kościoła to godzić w fundamenty polskiego życia narodowego. Kościół jest depozytariuszem jedynego powszechnie znanego i na ogół deklaratywnie przestrzeganego systemu wartości.” I tak sobie właśnie myślę, że antysemici mają rację. Skoro bowiem jedyny powszechnie znany i w dodatku na ogół deklaratywnie przestrzegany system wartości w Polsce został wymyślony przez Żyda – bo co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości, że J. Ch. był Żydem – to jak nic w Polsce wszędzie czai się Żyd. Niektórzy posiadają nawet po kilku ukrzyżowanych w domu. Tylko zupełnie nie rozumiem jaki zdroworozsądkowy system wartości może opierać się na oddawaniu czciu narzędziu zbrodni.

WYBORCO! UDAJĄC SIĘ DO URN - PAMIĘTAJ!




Ta wspaniała izraelska parodia mówi sama za siebie. Pamiętaj - polscy politycy myslą dokładnie tak samo. Znaczysz dla nich nie więcej niż oddany przez ciebie głos.

środa, sierpnia 09, 2006

NIE! dla religii państwowej!

Niniejsza blotka zawiera treści, które mogą być postrzegane przez osoby religijne jako obraźliwe. Jeśli w jakimkolwiek stopniu mogłyby one urazić twoje uczucia religijne prosimy, abyś niezwłocznie opuścił dzisiejszą publikację. W przeciwnym razie jakiekolwiek roszczenia z tytułu obrazy uczuć religijnych nie mogą zostać uznane.


NATYCHMIAST WYCHODZĘ

WCHODZĘ

Brudnopis znaleziony w nocnej rosie (część III - oderwana)

Joel był zjawiskiem, bytem nieogarnionym, wymykającym się wszelkim próbom zdefinowania czy choćby opisania. Jego istnienie bardziej zawierało się w misternej koronce prowadzonych wywodów niż w fizycznej obecności i aktywności jego biologicznej powłoki. Niemy słowem, znakiem lub gestem zanikał w otoczeniu. Stawał się ulotny, przezroczysty i niedostrzegalny. Wystarczyło jednak pozwolić mu choćby na jeden nieokreślony dźwięk, by tchnął w niego głębię i precyzyjne znaczenie dające się z łatwością odczytać. Tymczasem, choć emanacje takie mogły budzić powszechny zachwyt, Joel w swym człowieczeństwie pozostawał niewyobrażalnie samotny intelektualnie. Gubiła go zdolność zadawania ważkich pytań w chwili, gdy tryumfalnie ogłaszano zakończenie dowodu jakiegoś twierdzenia. Quod erat demonstrandum działało na niego jak samowyzwalacz. Przenosił się wtedy niejednokrotnie w świat abstraktów mnogich i tak złożonych, że sama ścieżka wiodąca do ich ogarnięcia przypominała podróż w odległe krańce wszechświata. Toteż rzeczywistość Joela zamykała się gdzieś pomiędzy definiendum a jego definicją.

Pomimo to, Joel pozostawał rozmówcą zajmującym i ze wszech miar ponętnym dla głodnego innego świata ucha. Bez trudu budował dwudziestosześciowymiarowe przestrzenie małych i wielkich nieskończoności, w których roiło się od supersymetrycznych wiolonczelistek wydobywających ze strun bozonowych kontrapunktyczne Magnificaty kwantów energii. Tworzył wysycone kadencje znaczeń i mgnień, przy których patrząc w stronę Swana z rzadka przysiadywał Schroedinger spokojnie głaszcząc swoje koty. Tylko tutaj Husserl patrzył Kantem na Hegla lub Kartezjusza nie mogąc Nietschego wywieść z próżni. Z łatwością żąglował fraktalami paradygmatów, by w końcu brnąc przez stretta i cody osiąść gładko na mierzejach pieśni bez słów.

wtorek, sierpnia 08, 2006

Titanic Nadwiślańskie już bez ograniczeń

Od tej chwili Titanic Nadwiślański dostępny jest już zupełnie bez ograniczeń pod poniższym łączem:
TITANIC NADWIŚLAŃSKI

Zoofiliści - miłośnicy zwierzyńca?

Waldemar Bonkowski – poeta sceny politycznej i twórca fenomenalnych neologizmów: zoofiliści, syfilizacja.

- Moja droga! Z tego mojego chłopa to żadnego pożytku. Wróci z roboty, walnie się na kanapę, otworzy piwo i cały wieczór przed telewizorem.
- Kochana! Mój stary też mi nic nie pomoże. A w dodatku jest syfilitykiem.
W uchylonych drzwiach pokoju w przydeptanych kapciach staje mąż.
- Kochanie! Ile razy mam ci powtarzać. Nie syfilitykiem tylko filatelistą!

Niedawne wybryki partyjniaków PIS-u wzbudzają we mnie szczerą wesołość. „Homoseksualiści to zwierzęta i wysłannicy diabła” - twierdzi Paweł Zyzak. Zdaje się on jednak zapominać, że i on zwierzęciem jest. Choć coraz częściej mam wrażenie, że chyba reprezentuje najniższy stopień ewolucji.

- Widziałeś kiedykolwiek, jak Spode je szparagi?
- Nie.
- Rewoltujące. Zmienia to całą koncepcję człowieka jako ostatniego słowa Natury.
P. G. Wodehouse

poniedziałek, sierpnia 07, 2006

Komu bije dzwon?

Kilka dni temu zostałem Ojcem Założycielem Instytutu Amnezji Narodowej. Mam więc nadzieję, że pierwsze wydanie Titanica Nadwiślańskiego spotkało się z serdecznym przyjęciem czytelników mojego skromnego bloga.

Tymczasem życie toczy się dalej. Zapytałem w tytule: Komu bije dzwon? Nie chodzi jednak ani o Hemingway’a, ani nawet o podręcznik dla lekarzy kardiologów. Każdy kolejny ruch na polskiej scenie politycznej wzmaga jedynie moje poczucie zagrożenia oraz ogólny stan przerażenia. Mimo szczerych nadziei nie mam już najmniejszych wątpliwości - Polska przeradza się w kraj skrajnie faszystowski. Co więcej, wszystkie decyzje podejmowane tak na szczeblu centralnym, jak i na poziomie lokalnym uświadamiają mi, że w polskim społeczeństwie budzą się dotychczas uśpione pokłady nienawiści i ksenofobii. Ciągle nie potrafię zrozumieć, dlaczego w kraju tak dotkliwie doświadczonym przez historię mogło dojść ponownie do rozbudzenia koszmarów przeszłości.

A jednak tak się stało. Jeszcze powoli, jak żółw ociężale. Jeszcze niepewnie… Ale kiedy tylko polscy mocodawcy zrozumieją, że nikt z zewnątrz nie będzie się czynnie przeciwstawiał ich działaniom, staniemy się prawdopobnie drugą Białorusią. W grubym błędzie są ci, którzy uważają, że świat podejmie jakiekolwiek działania. W imię czego? Czyżby zapomnieli z historii jak wyglądała pomoc Wielkiej Brytanii i Francji po wybuchu II WŚ?

sobota, sierpnia 05, 2006

Instytut Amnezji Narodowej

Titanic Nadwislanski

Drogi Czytelniku!
CD34 oddaje w twoje ręce pierwszy numer Titanica Nadwiślańskiego będącego organem Instytutu Amnezji Narodowej. Instytut za swoje statutowe zadanie poczytuje sobie dokumentowanie lokalnej przejawów głupoty, hipokryzji i ksenofobii. Miłej lektury.

środa, sierpnia 02, 2006

Wesele Figolasa albo Cyrulik gejowski

(szkice do scenariusza gali operowej - czyli mój prywatny Pasztet z Bacha a la Penderecki)

Uwertura
Simple gifts Aarona Coplanda (fragment 0:36)

Scena I


Do sali wchodzi dwóch krępych mężczyzn w identycznych trójgraniastych kapeluszach. Reszta ubioru zdradza wyjątkowy brak dbałości. Obaj mężczyźni mają wąsik a la Charlie Chaplin.

Mężczyzna I siada przy kociołku i zaczyna obierać ziemniaki. Drugi staje bliżej widowni i śpiewa arię A un dottor della mia sorte
Po skończonej arii zaczyna mieszać wielką łyżką w kociołku podczas gdy Mężczyzna II zacierając ręcę śpiewa
La callunia e un venticello


Przez scenę przebiegają próbując nie zwracać na siebie uwagi: Drużba Pana Młodego I (Sopran), Drużba Pana Młodego II (Tenor), Wodzirej (Baryton). Śpiewają Zitti, zitti, piano, piano

Scena II


Głównym wejsciem do sali pośród rzędów foteli przechodzą w białych togach Pan Młody I i Pan Młody II. Kroczą w towarzystwie drużbów, prowadzeni przez wodzireja. Orszak podąża w takt uwertury Music for the Royal Fireworks Haendla.
Panowie Młodzi stają przed bogato zdobionym biurkiem (biurko skierowane do widowni, P.M. stają twarzami do siebie i bokiem do biurka). Wodzirej wychodzi. Drużbowie stają po lewej stronie sceny.


Na scenę wbiega trójka chłopców w białych togach ze skrzydełkami rozsypując na wszystkie strony opakowania z prezerwatywami (lub płatki kwiatów ;-)). Śpiewają : Seid uns zum zweiten Mal willkommen
Chłopcy schodzą kłaniając się Panom Młodym.


Wodzirej wprowadza Głównego Ceremoniała oraz Chór Kapłanów w czarnych togach z białymi żabotami. Orszak podąża do Marsch der Priester
Główny Ceremoniał staje za biurkiem a chór Kapłanów ustawia się po prawej stronie sceny.

Na scenę wbiega wzburzona Zamaskowana Kobieta w trójgraniastym kapeluszu (Sopran) śpiewając Der Holle Rache kocht in meinem Herzen
Nienawistnym wzrokiem rzuca na całą scenę po czym zostaje odciągnięta na bok przez drużbów. Pozostaje na scenie.


Główny Ceremoniał wznosi ku górze dłonie i śpiewa z chórem O Isis und Osiris

Następnie Drużba (tenor) staje obok Pana Młodego II i śpiewa Cessa di piu resistere
Opada toga Pana Młodego II. Pan Młody pozostaje w czerwonym satynowym surducie.


Drużba (sopran) staje obok Pana Młodego I i wraz z Drużbą Pana Młodego II oraz Wodzirejem śpiewają Ah! Qual colpo inaspettato!”
Opada toga Pana Młodego I. Pan Młody pozostaje w niebieskim satynowym surducie.


Główny Ceremoniał nakłada obu Panom Młodym na głowy szapoklaki w kolorach surdutów (czerwony surdut - niebieski szapoklak i odwrotnie). Czynność tę wykonuje śpiewając wraz z chórem Die Strahlen der Sonne vertreiben die Nacht

Chór, Drużbowie i Wodzirej odśpiewują Di si felice innesto

Scena III


Wodzirej i Panowie Młodzi zaczynają rozdawać widowni szampana. Główny Ceremoniał wraz z Drużbą Pana Młodego II śpiewająVivat Bacchus! Bacchus lebe!


Lekko podpita Zamaskowana Kobieta śpiewa
In Uomini, In Soldati Sperare Fedelta? Po czym schodzi ze sceny.


Do uwertury La gazza ladra na scenę wmaszerowują Mężczyzna I i II z wyciągniętymi na wpół rękoma w faszystowskim pozdrowieniu. Maszerują tak wokół sceny ku zdziwieniu weselników.


Między uczestnikami wesela a Mężczyznami I i II wywiązuje się partia Don Basilio! Cosa veggo! (Partia Don Basilia dzielona na zmianę między Mężczyznę I i II)


Dyskusja kończy się wyproszeniem obu intruzów Buona sera, mio signore(Partia Don Basilia dzielona jak wyżej) oraz ostentacyjnym zatrzaśnięciem drzwi przez Wodzireja.

W drodze powrotnej do gości Wodzirej śpiewa zadowolony z obrotu spraw „Largo Al Factotum
Scena kończy się wspólnym „
Libiamo
Koniec


Do oklasków lub obrzucenia pomidorami artyści wychodzą na scenę w takt
Marsza nr 1 Edwarda Elgara

wtorek, sierpnia 01, 2006

Źle się dzieje w państwie duńskim

Od nadmiaru wrażeń jakie fundują nam polskie władze oraz kreowana przez nie rzeczywistość zaczynam się coraz bardziej zastanawiać gdzie ja żyję. Oto bowiem dowiaduję się z artykułu w internetowej edycji Gazety, że w „w skurczach gniewu” po aferze kartoflanej narodził się pomysł utworzenia biura propagandy IV RP pod wdzięcznie brzmiącą nazwą Centralne biuro ds. wizerunku Polski, mające zajmować sie promocją i ochroną dobrego imienia Polski. Tę rewelację mogę podsumować jedynie komentarzem profesora Bartoszewskiego:

„w minionych latach wizerunek Polski na świecie był dobry i jeżeli teraz tak nie jest, to trzeba się najpierw zastanowić, dlaczego tak się dzieje".

Brnąc przez kolejne opary absurdu rzeczona Gazeta przekazuje czytelnikowi następną fenomenalną informację.

"Mosiężna głowa papieża jako przycisk do papieru, tace z kalkomanią papieża, laski zwane papieskimi i papieskie matrioszki. Takie pamiątki papieskie można kupić w miejscach związanych z Janem Pawłem II.”

Nie chcę polemizować z autorytetami moralnymi, ale to nie tylko bałwochwalstwo – to zakrawa na kpinę.

Czarę goryczy przelewa wiadomość, że Piotr Farfał pozostanie w TVP. Tymczasem jak podaje Gazeta:

Farfał oddał się do dyspozycji rady. Ale bronił się, że z "Frontem" związany był jako nastolatek i dał się wykorzystać, użyczając pisemku swego nazwiska. W obronę wzięli go liderzy PiS, wszystko tłumaczyli jego wiekiem. Podobnie prezes TVP Bronisław Wildstein.

Potem okazało się jednak, że i później, bo sześć lat temu, już 22-letni Farfał pisał do "Szczerbca", organu skrajnie nacjonalistycznego Narodowego Odrodzenia. W oficjalnym życiorysie Farfał przedstawia się jako autor "publikacji na łamach prasy narodowo-katolickiej". Nie wspomina, że w latach 1995-96 tworzył rasistowskie pismo. Ani że publikował potem w "Szczerbcu"
.

Skoro jest przyzwolenie na szerzenie ideologi neonazistowskiej to tylko czekać, jak coraz częściej będziemy świadkami i ofiarami przestępstw na tle rasowym. Źle się dzieje w państwie duńskim.