wtorek, sierpnia 29, 2006

Rzecz o etykiecie i etykietkach

Całkiem niedawno w stopce mojego bloga pojawił się taki oto cytat z Norwida: „Są ludzie, którzy nie wiedzą o tym, że grzeczność kosztowała ludzkość wiele pracy.” Zaiste, współcześnie zasady dobrego wychowania stają się dla wielu równoznacznikiem niepotrzebnego i pretensjonalnego zachowania w kontaktach międzyludzkich. Co więcej enigmatyczny już dzisiaj savoire vivre postrzegany jest powszechnie jako sztywny katalog zakazów i nakazów dotyczących postępowania, których to sens niejednokrotnie budzi wątpliwości. Są i tacy, którzy na dźwięk słowa „etykieta” przywołują z pamięci postaci Herculesa Poirot lub Arsène’a Lupina. Nic bardziej błędnego.

Niewymuszona uprzejmość i szacunek zwykle są bardzo prostymi sposobami na zjednanie sobie innych ludzi. Podczas, gdy wszelka ostentacyjna grzeczność czy drobnomieszczańska maniera budzą niechęć i wrażenie nieszczerości. Dlatego zasady dobrego wychowania nie powinny stanowić futerału szczelnie ograniczającego swobodne zachowanie. Istotą zrozumienia savoire vivre’u jest ponad wszystko umiejętność zachowania harmonii i wyczucia w obcowaniu z innymi. Dzięki temu mamy szanse zapewnić sobie przyjazne i zrównoważone środowisko życia.

Pierwszy szef Protokołu Dyplomatycznego polskiego MSZ Stefan Przeździecki został niegdyś określony przez prezydenta Edwarda Raczyńskiego „idealnym szefem Protokołu”. Prezydent Raczyńskie miał wtedy powiedzieć: „jego wysoka kultura, takt, życzliwość były też wzorem dla domorosłych dyplomatów niższego szczebla, którym za atrybut przynależności do stanu dyplomatycznego zdawały się wystarczać dobrze skrojone żakiety, sztuczkowe spodnie i znaczna ilość brylantyny”. [1]

Obecnie niestety dobre wychowanie ze swoistej normy zachowania przerodziło się najlepszym wypadku w wymyślną ekstrawagancję. Wygłaszanie najbardziej bezpardonowych opinii natomiast stało się powszechnie uznanym wyznacznikiem wolności słowa za wszelką cenę. Nie jest moim zamiarem ograniczać czyjejkolwiek wolności słowa, gdyż tę uważam za jedną z elementarnych wartości demokracji. Niemniej dostrzegam pewne przesłanki, dla których warto niejednokrotnie powstrzymać się od wypowiadania ordynarnych czy obraźliwych sformułowań.

Winston Churchill po wojnie pisząc o swojej nocie osobistej skierowanej do ambasadora Japonii, w której to informował, że oba państwa są w stanie wojny, stwierdził: „Niektóre narody nie lubią takiego ceremonialnego stylu. Ale w gruncie rzeczy, jeśli musimy kogoś zabić, nic nie kosztuje być przy tym uprzejmym.” [1]

Mając powyższe na względzie, z wielką uwagą przeczytałem wczorajsze i dzisiejsze informacje dotyczące umorzenia śledztwa przez Prokuraturę Rejonową w Toruniu w sprawie publicznego znieważenia ludności żydowskiej w felietonie Stanisława Michalkiewicza, wyemitowanym przez Radio Maryja. Ponieważ nie znam oryginalnej treści uzasadnienia, a tylko cytowane w artykule fragmenty, ograniczę się wyłącznie do podsumowania tychże.

We wspomnianym felietonie autor stwierdził m. in., że: "My tu jesteśmy zajęci wprowadzaniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, a od tyłu zachodzą nas »Judajczykowie« próbując wymusić na naszym rządzie zapłatę haraczu zwanego dla niepoznaki rewindykacjami", za czym stoi "Światowy Kongres Żydów - główna firma koncernu »holokaustowej industrii«", który "ustami swego ówczesnego sekretarza pana Israela Singera zażądał od Polski kolejnego haraczu - tym razem chodziło o mienie pozostawione przez Żydów zabitych podczas wojny przez Niemców". Michalkiewicz dowodzi również, że Polska jest upokarzana przez Żydów awanturami „na terenie oświęcimskiego obozu, rozdmuchiwaniem incydentu w Jedwabnem, a obecnie – przygotowaniami do wielkiej propagandowej imprezy w Kielcach, w rocznicę tzw. Pogromu.” W swoim uzasadnieniu prokuratura uznała sformułowanie „holokaustowa industria” za cytat ze znanych książek prof. Finkelsteina, który to cytat miał podkreślić problem felietonu. Słowo „Judajczykowie” tymczasem wg prokuratury jest określeniem ludności zamieszkującej określony obszar geograficzny. Co więcej, uzasadnienie stwierdza, iż: „O zaistnieniu przestępstwa nie może automatycznie przesądzać fakt subiektywnego odczucia zawiadamiającego. Okoliczności wskazane w zawiadomieniu mają charakter ocenny (...) Jest to komentarz obrazujący pogląd autora na otaczającą jego rzeczywistość. Felieton porusza kwestie niesłusznie - zdaniem felietonisty - wysuwane wobec Polski żądań finansowych, ale żądań wysuwanych przez organizacje, a nie grupę ludności.”

Muszę przyznać, że w obliczu takiej argumentacji, stanąłem przed niemałym dylematem; co jest, a co nie jest publicznym znieważeniem grupy ludności? W myśl poglądu wyrażonego przez prof. Lecha Gardockiego wypowiedź „nie może polegać na używaniu wyrazów obelżywych, formy w nieakceptowanym społecznie stopniu drwiąco pogardliwej lub obraźliwej.” Sugeruje się zatem, że w przypadku gdy nie mamy do czynienia z użyciem wyrazów obelżywych, inkryminowana może zostać forma wypowiedzi. W takim razie powstaje jeszcze jedno pytanie, którego ów pogląd nie wyjaśnia. Czym jest wyraz obleżywy? (Zastrzegam od razu, że przedmiotem rozważań nie są aspekty prawne.)

Jeśli kryterium wyrazu obelżywego miałaby być wyłącznie jego słownikowa kwalifikacja jako wulgaryzmu, to w istocie felieton Michalkiewicza nie sposób uznać za zniewagę. W rezultacie większość tego typu wypowiedzi nie wyczerpywałaby znamion przestępstwa. Oczywiście sprawa staje się znacznie prostsza, gdy kryteria poszerzymy o wyrazy i określenia obraźliwe i pogardliwe. Ale również w tym ujęciu przedmiotowy felieton nie budzi raczej zastrzeżeń.

Spróbujmy zatem rozważyć pewien model odwołujący się do pragmatycznej warstwy znaczeniowej. Przyjmijmy, że pan X w odpowiedzi na jedyne pytanie dziennikarza – co sądzi o grupie ludności Y – stwierdza jednym zdaniem: „Grupa ludności Y to klarnety bose i dominanty wtrącone.” Przyjmijmy również, że żadne z określeń nie stanowi związku frazeologicznego tak w języku wypowiedzi, jak i w języku ludności Y, a każdy z tworzących je wyrazów nie implikuje negatywnych lub pozytywnych konotacji dla którejkolwiek ze stron; ponadto pierwszy związek wyrazowy nie posiada żadnego znaczenia semantycznego, natomiast drugi stanowi określenie muzyczne o konotacji neutralnej. Dla uproszczenia modelu zakładamy, że wypowiedź została wydrukowana w prasie bez komentarza pozwalającego stwierdzić ton wypowiedzi. Opisany powyżej model, dzięki przyjętym założeniom, praktycznie uniemożliwia wywiedzenie znaczenia wypowiedzi oraz intencji pana X. Nie możemy zatem stwierdzić, czy doszło w tym przypadku do znieważenia ludności Y czy wręcz przeciwnie.


Zmieńmy w powyższym modelu środek przekazu na radio lub telewizję pozwalając usłyszeć słuchaczowi tą samą opinię bezpośrednio z ust pana X . Umożliwi nam to ocenę tonu wypowiedzi, dzięki czemu prawdopodobnie uda nam się trafnie oszacować, czy sformułowania w niej użyte opisują grupę Y w sposób negatywny czy pozytywny. Jeśli jednak na ton wypowiedzi wpływ będą miały czynniki nie związane z jej przedmiotem (np. pośpiech, wzburzenie, smutek, itp.) to istnieje wysokie prawdopodobieństwo nieprawidłowej interpretacji.
Rozważmy jeszcze jedną wersję naszego modelu. Zachowując wszystkie warunki opisane w wersji pierwszej przyjmijmy nową wersję wypowiedzi, w której pan X na pytanie dziennikarza stwierdza: „Daj pan spokój! To klarnety bose i dominanty wtrącone.” W ten oto sposób pozbawione uprzednio negatywnych konotacji określenia „klarnet bosy” czy „dominanta wtrącona” nabrały zupełnie odrębnego pozadefinicyjnego znaczenia narzuconego przez kontekst wypowiedzi.

Opisane powyżej trzy przypadki są jedynie mizerną cząstką okoliczności mogących determinować obelżywy charakter wypowiedzi. Czas jednak powrócić do felietonu Michalkiewicza i uzasadnienia prokuratury, by dokonać pobieżnej oceny charakteru wypowiedzi oraz zawartych w niej określeń. Pominę „holokaustową industrię” przyjmując w dobrej wierze, że jest to cytat (choć w moim subiektywnym odczuciu umieszczony w nowym kontekście zaczyna żyć własnym życiem). Przyjrzyjmy się natomiast wyrazowi „Judajczykowie”. Po przeszukaniu 3 różnych współczesnych słowników języka polskiego (pod red. W. Doroszewskiego, pod red. M. Szymczaka, pod red. S. Dubisza) oraz Słownika języka polskiego Maurycego Orgelbranda z 1861 roku zakładam, że rzeczownik „Judajczyk” nie występował w języku polskim przez co najmniej ostatnie 145 lat. Nie znalazłem go również w Korpusie Języka Polskiego Wydawnictw Naukowych PWN. Tymczasem we wszystkich wspomnianych źródłach, łącznie z Korpusem, odnaleźć można rzeczownik „Judejczyk” stanowiący historyczną nazwę mieszkańca Judei. Zastrzeżenie zatem moje budzi wypowiedź prokuratury, zgodnie z którą rzeczownik „Judajczykowie” jest określeniem ludności zamieszkującej określony obszar geograficzny.

Pomijając chwilowo kwestię pisowni, istnieją co najmniej cztery poważne wątpliwości. Jeśli słowo „Judajczyk” określa mieszkańca Judei, to trzeba wyraźnie zaznaczyć, że nazwa Judea odnosi się do krainy historycznej, a nie geograficznej. Różnica ta jest o tyle istotna, że jej granice ulegały zmianom w różnych okresach historycznych. Po drugie nazwa Judea określa hellenistyczną-rzymską prowincję w Palestynie, przy czym sama nazwa zanikła około II w n.e. I wreszcie, zwrot „Judajczykowie” określa mieszkańców Judei, a nie konkretną narodowość czy pochodzenie etniczne. W związku z tym, po II w n.e. o „Judajczykach” nie może być mowy. Nawet gdyby okazało się, iż podobnie jak „Judejczyk” określa mieszkańca Judei – tak słowo „Judajczyk” miałoby określać mieszkańca Judy, wtedy o „Judajczykach” możnaby mówić jedynie do 537 p.n.e. Tymczasem Michalkiewicz mówi „Judajczykowie” w stosunku do narodu żydowskiego w warunkach współczesnych. (Zastanawiam się, jak zareagowaliby Polacy, gdyby jakiś dziennikarz brytyjski napisał, że „tak spokojnie im się żyło, dopóki na każdym kroku nie zaczęli się czaić Polonianie”? )

Nie byłoby o czym rozmawiać, gdyby Stanisław Michalkiewicz ukończył jedynie szkołę podstawową czy jednoklasówkę. Okazuje się, że autor przedmiotowego felietonu jest z wykształcenia prawnikiem; ukończył również podyplomowe Studium Dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim. Ponadto jest wykładowcą Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki, a to zobowiązuje. Jak bowiem uznać, że pan Michalkiewicz nie zna języka polskiego czy historii, lub że zastosowane sformułowania są jedynie figurami stylistycznymi?

Żeby jednak nie skupiać się wyłącznie na jednym słowie, przyjrzyjmy się przez moment samej stylistyce i formie wypowiedzi. Nietrudno zauważyć, że autor nazywając działania podejmowane przez naród żydowski z premedytacją używa języka właściwego opisowi działań przestępczych. Oto bowiem według Michalkiewicza Żydzi m. in.: zachodzą od tyłu, wymuszają zapłatę haraczu, nazywają dla niepoznaki haracz rewindykacjami, ustami swojego sekretarza żadają kolejnych haraczy, upokarzają, awanturują się, rozdmuchują incydent, przygotowują wielką propagandową imprezę itp. W tym miejscu trudno mówić wyłącznie o subiektywnych odczuciach. Styl oraz zastosowane przez autora określenia bezsprzecznie mają sugerować, że naród żydowski prowadzi działalność przestępczą skierowaną przeciwko narodowi polskiemu. Od pierwszej chwili słuchacza uderza nasycenie tekstu wyrażeniami opisującymi działania Żydów. W ten sposób autor próbuje w polskim słuchaczu wywołać poczucie osaczenia, zagrożenia i doznawanej krzywdy. Wplatając w tak przygotowaną kanwę określenie „holokaustowa industria”, rzekomo zaczerpnięte z publikacji prof. Finkelsteina i poprzedzając je w odniesieniu do Światowego Kongresu Żydów sformułowaniem „główna firma” chce utwierdzić słuchacza w przekonaniu, że nie chodzi jedynie o jakieś tam nasilające się ataki, ale zmasowany spisek o zasięgu międzynarodowym. Jeśli w tym kontekście przeanalizujemy ponownie zastosowany przez Michalkiewicza rzeczownik „Judajczykowie”, odmieniany w archaiczny sposób (współczesna odmiana lm M.~ Judejczycy), możemy odnieść wrażenie, że autor posiadający takie wykształcenie i stosujący bardzo rozmyślnie odpowiednie środki stylistyczne celowo przeinacza termin historyczny, by z jednej strony wyrazić swój pogardliwy stosunek do opisywanego narodu, z drugiej natomiast zabezpieczyć się na wypadek ewentualnego zarzutu o znieważenie grupy ludności żydowskiej (np. zasłaniając się odwołaniami historycznymi, na które niezbyt zręcznie powołała się prokuratura w uzasadnieniu, lub archaiczną stylizacją).

Kończąc swój przydługi wywód chcę zaznaczyć, że poglądy Stanisława Michalkiewicza nie są mnie w stanie w żaden sposób znieważyć. Trudno bowiem, by wytwory czyjejś wybujałej wyobraźni mogły mnie obrazić. Obraża mnie za to bardzo wybiórcze realizowanie prawa przez sądy i prokuratury. Ale o tym może przy innej okazji.

[1] Orłowski T., „Protokół dyplomatyczny. Ceremoniał i etykieta.”, Akademia Dyplomatyczna Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Warszawa 2005.

6 Comments:

At 12:03 PM, Anonymous Anonimowy said...

Pozwoliłem sobie zacytować cały Twój tekst o "Michałkiewicz case" na Forum Żydów Polskich. Uważam, że jest inteligentny. Jeśli potraktujesz zacytowanie w CAŁOŚCI tego tekstu, jako naruszenie przeze mnie dobrego obyczaju, usunę go natychmiast: Tekst jest zacytowany pod adresem: http://fzp.jconserv.net/viewtopic.php?p=48533#48533

 
At 12:41 PM, Anonymous Anonimowy said...

Tu z kolei zacytuję fragment mojej wypowiedzi na FŻP:
"Nawiasem mówiąc uważam, że manipulacja słowem dokonana przez Michałkiewicza nie polega na użyciu wyrazu Judajczyk, jako pochodnego od wyrazu "Juda" czy "Judea", ale od JUDASZ. Wyraz "Judeiczyk" takich konotacji by nie wywoływał. Dalsze skojarzenia są już oczywiste.

 
At 9:36 PM, Blogger CD34 said...

Nie mam nic przeciwko przeklejeniu mojego tekstu na FŻP. Proszę jedynie o wskazanie źródła tekstu. Swoją drogą dziękuję za miłe słowa pod adresem mojego skromnego tekstu.

 
At 9:54 PM, Anonymous Anonimowy said...

Źródło zostało, jak najbardziej wskazane. Odwiedź i sam sprawdź pod podanym linkiem. :)
Ogólnie - masz lekkie pióro. Podoba mi się Twój styl.

 
At 11:24 PM, Anonymous Anonimowy said...

mnie nie podoba sie tylko to, ze wiekszosc Twojego tekstu jest zywcem spisana z ksiazki Orłowskiego... wiem, bo mam ja w domu i niktore fragmenty znam na pamiec

 
At 2:09 PM, Anonymous Anonimowy said...

A może by tak czytać ze zrozumieniem? Przecież autor bloga wyraźnie podał źródło skąd zaczerpnięto pierwszą część tekstu. Na dole chyba wyraźnie podano źródło cytowanego tekstu.

 

Prześlij komentarz

<< Home