O jeden krok wstecz za daleko
Pamiętam jak dziś pewien wykład. Zebrani z niecierpliwością oczekiwali na prelegentkę, nikt jednak nie pojawiał się na mównicy. Mijały kolejne minuty, audytorium wrzało od rozmów; w powietrzu dało się wyczuć zniecierpliwienie. Szepty, słowa, śmiechy, szmery przeplatały się nawzajem, tworząc iście targową atmosferę. Nagle z głośników zaczął wydobywać się słabiutki głos. Głosik, który pomimo wzmocnienia z trudem przedzierał się przez zgiełk panujący w auli: „Współczesna kultura europejska przeżywa wszechobecny zmierzch paradymatów.” Zapadła bolesna cisza dotkliwie obnażając nasze ówczesne granice ogarnięcia i antycypacji konsekwencji tego spostrzeżenia.
Schyłek pewnej epoki skłania do zadawania pytań o kształt nowego ładu, o wzorce i postawy mające wyznaczać kolejny etap historii ludzkości. Znane są nam przynajmniej dwa podstawowe mechanizmy zmian: ewolucja (lub inwolucja), której przebieg zwykle ma dość łagodny charakter oraz rewolucja -burzliwa i wywrotowa, co do zasady. Im większy i bardziej zróżnicowany obszar podlega przemianom, tym bardziej oczekiwać należy powstawania lokalnych punktów zapalnych, które wygasną same nie trafiwszy na podatne otoczenie, lub które staną się zarzewiem dużo szerszej jeśli chodzi o zasięg rewolucji.
Tymczasem w szerszej perspektywie czasowej rozwój ludzkości nabiera cech fluktuacji. Niemniej bez względu na okoliczności, każdą rewolucję (lokalną czy globalną) poprzedza pewnego rodzaju reinwolucja akcelerująca energię potrzebną do przyszłych burzliwych przemian. Ewolucja możliwa jest jedynie na krótkich odcinkach czasowych, do chwili osiągnięcia pewnego wysycenia atmosfery dopuszczalnymi w danej epoce przemianami.
Potencjał rozwoju społeczeństw zakreśla ramy czasowe przemian. Toteż próby jakiegokolwiek przyspieszania procesu wprowadzania zmian muszą kończyć się silnym oporem społecznym oraz zachowawczymi postawami. Tak zwykle inicjowane są reinwolucje. Wraz z przemianami w poszczególnych jednostkach rodzą się obawy co do ich przyszłego miejsca w świecie. Niepokoje te również odzwierciedlają niepewność człowieka jeśli chodzi o dalszą realizację uprzednio określonych długoterminowych planów życiowych. Innymi słowy – lęk przed nieznanym. Oto wspaniała pożywka dla wszelkiej maści populistów, hurapatriotów oraz kapłanów wieszczących rychłą apokalipsę i nawołujących do odnowy moralnej.
Doczekaliśmy się zatem i polskiego hunwejbinizmu. I choć stosowana metoda jest dziecinnie prosta, nie ma najmniejszej wątpliwości, że również nad Wisłą okazuje się być skuteczna. Sposób polega na tym, żeby niezmiernie powoli zaciskać pętlę na gardle demokracji odbierając spokojnie obywatelom ich wolności. W międzyczasie, gdy opinia publiczna pochłonięta jest zażartymi walkami o sprawy drobne, w zamieszaniu lub pod pretekstem ochrony dokonuje się zamachu na zdecydowanie ważniejsze elementy struktury państwa demokratycznego. Fenomen tej sztuczki polega na tym, że społeczeństwo jako ofiara, będzie do końca przyglądać się temu jak dobrowolnie pozwala sobie zaciskać tę pętlę na gardle. Do końca też nie będzie w stanie uwierzyć, że zostanie zduszone.
Jeszcze 24 godziny temu nawet nie pomyślałbym, że kiedyś przyjdzie mi bronić wyznawców islamu. Podkreślam! Nie zgadzam się ze światem islamu. Niemniej podobnie jak wczoraj w sprawie Michalkiewicza, tak i dzisiaj w sprawie dziennika „Rzeczpospolita” uważem, że doszło do popełnienia przestępstwa. Argumentacja, że nie było to działanie umyślne zorientowane na znieważenie uczuć religijnych, jest cokolwiek chybiona. Po pierwsze redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” dokonał przedruku skarżonych rysunków w momencie, gdy na świecie znana była reakcja na ich publikację. Po drugie redaktora naczelnego dowolnej gazety obowiązuje odpowiedzialność za to co dzieje się w jego redakcjach. Po trzecie Sz. P. Redaktor jest osobą wykształconą, więc wypadałoby zapoznać się przynajmniej zasadami religii, którą krytykuje. Ignorancja i brak szacunku dla innych ludzi to dużo bardziej karygodne przestępstwo, zwłaszcza gdy popełniane przez organ opiniotwórczy.
Wiem bardzo dobrze co stałoby się, gdyby karykatury te dotyczyły JP2 lub JCh, B16 itp. Niestety nasilające się akty antysemickie lub skierowane przeciwko wyznawcom innych religii/światopoglądów oraz reakcje prokuratur i sądów na nie, wskazują, że uczucia religijne w Polsce są domeną jedynie katolików. Toteż nie może być mowy o obrazie uczuć religijnych wyznawców innych religii. I po co było opowiadać w Brukseli głupoty? Może czas zastanowić się nad usunięciem tego typu przepisów skoro mają one być stosowane jedynie dla wyznawców KK.



0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home