czwartek, lipca 07, 2005

LONDYN W ŻAŁOBIE



















HOŁD PAMIĘCI OFIAR DZISIEJSZYCH ATAKÓW TERRORYSTYCZNYCH W LONDYNIE

TRIBUTE TO THE VICTIMS OF TODAY'S TERRORISTIC ATTACKS IN LONDON


God save the Queen

God save our gracious Queen,

Long live our noble Queen,
God save the Queen.

Send her victorious,
Happy and glorious,
Long to reign over us,
God save the Queen.

O lord God arise,
Scatter our enemies,
And make them fall!
Confound their knavish tricks,
Confuse their politics,
On you our hopes we fix,
God save the Queen!

środa, lipca 06, 2005

Trudny okres

Rozpoczął się dla mnie jeden z najtrudniejszych momentów w roku. Wakacje. Nie, nie! Ja o wakacjach mogę sobie pomarzyć. Ale nadszedł właśnie ten okres w roku, kiedy na ulice i uliczki wylegają dziesiątki, setki, tysiące młodych, ładnych, dobrze zbudowanych chłopaków w krótkich spodenkach, podkoszulkach, białych skarpetkach i obuwiu sportowym. Wielokroć zazdroszczę ich dziewczynom, które mogą się w nich wtulić, oprzeć na ich ramieniu czy po prostu gdzieś z nimi wyjść. Mi pozostaje jedynie popatrzeć i cierpieć w zaciszu domowym, że przecież ja, zwykły, krępy chłopak nigdy takiego partnera mieć nie będę. Zresztą pozostaje pytaniem bez odpowiedzi czy w ogóle jakiegokolwiek chłopaka mieć będę, a jeśli tak, to kiedy.

Przeżywam to głęboko, nawet rzekłby, że bardzo. Torturuje się swoją samotnością, zabijam się pracą. Dawno straciłem nadzieję, że jeszcze zdarzy się ten moment w moim życiu, kiedy będę szczęśliwy u boku człowieka, który swoją osobowością albo choćby podejściem do życia napędzał mnie będzie do działania. Jednakże od pięciu lat bez mała widzę, że skrzydła uczuć nie dla mnie są przeznaczone. Tedy znowu zapadam w marazm, wir pracy i codziennych obowiązków związanych z prowadzeniem firmy, realizowaniem bieżących zadań i zmaganiem się z rzeczywistością.

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, jak to możliwe, że jest nas tak wielu a tak trudno nam jest się poznać. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego mimo tego, iż wielu tak jak ja narzeka na samotność nadal nie umiemy się sparować niczym te elektrony. Coś chyba szwankuje wśród ludzi z tą hybrydyzacją.

Nie oczekuję wyidealizowanych uniesień - raczej zespólni, wspólnego bycia, życia, dzielenia się codziennością. Nie spodziewam się cudów. Jakże łatwiej by było jednak razem kroczyć przez życie, a nie zamykać się w swojej samotni.

Cóż jednak innego mi pozostało. Chyba tylko czekać, aż oszaleję. Czekać, aż samotność strawi mnie do szczętu.