Dzień pod znakiem dźwigu, czyli czekając na Godota...
Dźwignąłem się z łóżka. Niczym pies Pawłowa położyłem palce na klawiaturze i przejrzałem pocztę. Stwierdziwszy, że nic pilnego nie ma udałem się do łazienki w celu dokonania rytualnych ablucji. Spożyłem poranną kawę i kawałek sernika (moje typowe śniadanie) i postanowiłem udać się do pobliskiego sklepu warzywniczego, by nabyć tam drogą kupną paczkę (a nawet dwie) papierosów.
- Dźwigó-wniarzu zamknij! - wycharczał odwrócony tyłem ekspedient.
- Przecież zamknąłem – odparłem uprzejmie.
Ekspedient odwrócił się do mnie, po czym nastąpiła bliżej nieokreślona w czasie rampa semantyczna, którą pan podkreślał swoim zdziwieniem.
- Przepraszam Pana najmocniej. Myślałem, że to syn z towarem.
Nabywszy artykuł pierwszej potrzeby udałem się do domu. W pewnym sensie nie zaskoczyła mnie reakcja osiedlowego sklepikarza. Na zewnątrz martwica rozpływna, godziny wczesno poranne - komu by się chciało silić na wymuszone konwenanse.
Ponownie zasiadłem przed komputerem. Przejrzałem zaplanowane zadania i... o z grozo! przede mną całe dwa dni pod znakiem angielskiej (napisanej przez Niemców) instrukcji obsługi dźwigu przemysłowego. Westchnąłem głęboko, i „ochoczo” zabrałem się do pracy.
Około godziny dwunastej zrobiłem sobie przerwę. Ponownie zajrzałem do poczty, by zapoznać się z nowinkami z forum KPH. Zostało mi parę nieprzeczytanych postów. „Polscy pielgrzymi kontra geje, czyli kolejna wojna o Rzym" – zagotowało się we mnie. Informacja z piątku mówiła o tym, że wielkopolscy samorządowcy skierowali pismo do swoich rzymskich kolegów by nie dopuścili do zorganizowania parady homoseksualistów w okresie odbywania się Narodowej Pielgrzymki Polaków do Rzymu. Wolnoć Tomku w swoim domku, ale żeby narzucać innym swój punkt wiedzenia, to już mocna przesada. Ja rozumiem, że żyjemy w „zjednoczonej” Europie, ale może czas by przestać wymuszać na innych swoje zapatrywania światopoglądowe. „Ta karczma Rzym się nazywa! Kładę areszt na Waszeci!” – przemknęło mi przez głowę. Rozumiałby, gdyby to imć Rokita (po znajomości z Mefistofelesem i Belzebubem) bronił Rzymu. Ale radni wielkopolscy? Chwyciłem za tomik Mickiewicza. Nagle mi się przejaśniło.
„Diablik to był w wódce na dnie,
Istny Niemiec, sztuczka kusa;”
Teraz już wszystko rozumiem. Mefistofeles jako Niemiec (to pewnie przez konszachty z Goethe’m) broni Rzymu by pojmać Twardowskiego. W międzyczasie namawia Rokitę by zrzucił Wandę do Wisły za to, że nie chciała Niemca. A gdzie tu Żydzi, masoni, cykliści??? To już za dużo na moją biedną głowę.
Kiedy skończyłem budowanie teorii spiskowej dziejów dojrzałem sprostowanie tej informacji. Okazało się, że informacja pochodziła z 2000 roku. Odetchnąłem z ulgą. Tylko, czemu nie odczułem nieaktualności tej wiadomości? Czyżby przez pięć lat nic się nie zmieniło?? I tu wieszcz Słowacki przyszedł mi z pomocą. Mówiąc: "Polska Winkelriedem narodów" wierzy, iż jego ojczyzna, to kraj ludzi czynu, którzy przyniosą wolność sobie i światu. A więc to się ciągnie bez mała 200 lat. Dlaczego miałbym się spodziewać, że przez pięć lat Polacy przestaną chcieć zbawiać ludzkość? Tym razem na ratunek biegnie Paweł Jasienica – „Rzeczpospolita obojga narodów”. Przecież mogło być tak pięknie. Tolerancja, wzajemny szacunek... I tylko drąży mój umysł wątła myśl. Rzeczpospolita czy Rzecznadzwyczajna (komisja śledcza)?



7 Comments:
Mickiewicz, Słowacki... - nie przypuszczałem, że w drugim dniu istnienia bloga od razu sięgniesz po taką pólkę... Ale to dobrze...
Ciekawe tylko, kto dał taką przeterminowaną wiadomość ? ;-)
(Walpurg)
Słowacki został wyrzucony... Szkoda :-( Julasek nie zasługuje na to, by go wyrzucać :-(
To był i Słowacki? Czyzbym pojawił się przy drugiej wersji blotki?
BTW1: Kilka uwag technicznych - albo ten news KPH był z 2003 albo minęło 5 lat :)
I w cytacie - jest "Istny nie Niemiec, sztuczka kusa" - tak powinno być?
BTW2: Wiedziałem, że teksty będą ciekawe :)
Słowacki wrócił, literówki poprawione. Tak to jest jak się pisze na szybko.
W każdym razie to nie było ze złośliwości :( Nie wiedziałem, że w taki sposób odbierzesz moje uwagi. Gdyby GG mi nie uciekło (a nie chciało mi się restartować komputera skoro i tak za chwilę miałem spadać z sieci) byłoby bezpośrednio, a nie na blogu.
W każdym razie fajnie, że dokonałeś korekty :)
oj Hebius, Hebius. Za bardzo osobiście traktujesz komentarze. Nic złego nie miałem na myśli.
Ja wszystko traktuję bardzo osobiście :P
Prześlij komentarz
<< Home